RSS
czwartek, 21 lipca 2011
20.07 Bordeaux - Pessac - Thiers (FR)

Prawie cały dzień padał deszcz. Gościłem u znajomych JeanBatt'a z Chalon sur Saone. Francoise jego żona Dominique i trójka dzieci - Jules, Antoine i najmłodsza Nerea mieszkają w samym centrum Bordeaux. Kamienica w której spałem ma podnad 300 lat i sąsiaduje z archiwum miasta Bordeaux.

bordo01

bordo02

Wewnątrz kamienicy jest niewielka oficyna. Jesteśmy na balkonie. Niestety całkiem niedawno ten bardzo stary budynek zaczął pękać. Mieszkańcy całego budynku wynajęli specjalistę od tego typu kłopotów i będą próbowali coś zaradzić.

Zastanawiałem się przy okazji jak po 350 latach będzie wyglądał blok w którym mieszkamy we Wrocławiu. Pewnie już dawno go nie będzie.

bordo03

To zdjęcie niestety nie pokazuje zbyt dobrze pewnej ciekawostki. W kiblu, który sam w sobie jest dosyć ciasny, jest zaokrąglona ściana. Zaokrąglenie wynika z tego, że do kibla bezpośrednio przylega wieża budynku w którym mieści się archiwum miasta Bordeaux. Ta ciasna zabudowa centrum miasta przypomina nieco puzzle. Francoise mógłby zrobić niewielki otwór w ścianie i mieć swobodny dostęp do istotnych dokumentów.

bord01

Poranna kawka.

bordo04

Antoine pomógł mi rano znaleźć sklep fotograficzny. Zgubiłem w Tarifie stopkę od statywu i dokupiłem ją sobie z jego pomocą w Bordeaux.

nerea

Nerea niebawem skończy 3 lata. Jej imię nie ma żadnego odpowiednika w innym języku bo jest to imię baskijskie.

PESSAC

Moi gospodarze doradzili mi, że skoro już jestem w Bordeaux, to powinienem się wybrać zaledwie 9 kilometrów od centrum do małego miasteczka - Pessac. Właśnie w tym miasteczku w latach dwudziestych powstało osiedle domków robotniczych zaprojektowanych przez Le Corbusiera na zamówienie i za pieniądze fabrykanta z Bordeaux - Henry Fruges'a. Fruges chciał w ten sposób wcielić w życie ideę nowej estetyki na poziomie przeciętnego robotnika z jego fabryki. Eksperyment raczej się nie udał. Z różnych powodów nie zrealizowano całego projektu. Aktualnie 51 domów, które dotrwały do naszych czasów od 1980 roku stanowi przestrzeń zabytkową i podlega ciągłym remontom.

Osiedle ma już prawie sto lat i mam wrażenie, że cały czas stanowi wyzwanie estetyczne dla tych którzy mieli je zamieszkiwać.

pessac01

pessac02

pessac03

pessac04

Piony i poziomy.

pessac05

Wiele budynków czeka jeszcze na kapitalny remont.

pessac06

Póki co, ich stan techniczny świetnie odzwierciedla zdezelowana makieta wykonana w 1967 roku przez Henry Fruges'a. Przy okazji widać, że przywraca się im oryginalną kolorystykę.

pessac07

Makieta zrobiona przez Fruges'a (a nie przez Le Corbusiera) jest specyficznym dziełem samym w sobie. Oprócz tego co zostało zbudowane, Fruges zawarł na niej budynki, które nigdy nie powstały.

Makietę można oglądać w jednym z budynków, dzięki czemu można również zobaczyć jak miało wyglądać wnętrze mieszkania robotnika z lat 20'.

pessac08

pessac09

pessac10

Aktualnie szezlong czy skórzana sofa LC2 - zaprojektowane przez Le Corbusiera - należą do mebli na które raczej nie stać przeciętnego robotnika. Dobrze wykonana kopia kosztuje ponad 1000 euro a oryginał jest dużo droższy.

pessac11

Warto wybrać się do Pessac i wyrobić sobie opinię na temat architektury Le Corbusiera. Nie wolno jednak zapominać, że Corbusier był nie tylko architektem. Był wizjonerem, który podjął próbę dopasowania architektury do zmieniającego się świata. Wielu uważa Corbusiera za tego, który zamknął człowieka w betonowej klatce. Ja mieszkałem i mieszkam w takiej "postCorbusierowskiej" klatce. Kiedy przyglądam się z bliska budynkom w Pessac, widzę jak daleko współczesne blokowiska odeszły od podstawowych idei Le Corbusiera.

Został tylko beton. 

11:50, aga_jarzabowa
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 lipca 2011
19.07 Pireneje (E) - Bordeaux (FR)

Obudziłem się o 8.00 rano i szybko odjechałem.

autovia02

Widok z lewej

autovia3

Widok z prawej.

-

Parę minut później przydarzyła mi się następująca przygoda. Zjechałem na stację benzynową zatankować. Stacja była niewielka a jedyny człowiek jaki tam pracował, sympatycznie przystąpił do napełniania baku w aucie. Skoro tak, to poszedłem umyć zęby. Wróciłem ze świeżymi zębami zapłacić a tu niespodzianka - zamiast spodziewanych 55 euro wyszło 65. Ale czemu?

Wróciłem do auta i zobaczyłem, że pan ze stacji wlał do baku 50 litrów ropy. Przekartkowałem instrukcję obsługi Skody Fabii (którą wożę ze sobą) i zgodnie z tym co podejrzewałem, znalazłem informację, że bak mieści tylko 45 litrów. Kiedy przyjechałem na tą stację, w baku mogło być 3-4 litry rezerwy. Potem pan wlał 50 litrów.

Poszedłem do niego z instrukcją obsługi Skody Fabii i pokazałem mu - bak ma 45 litrów! It is impossible! 50 litrów! Impossible! You are cheating me! 

A on po hiszpańsku, że to możliwe i że wlał tej ropy po sam korek.

A ja - impossible, cheating me, 50 liters i takie bzdury. A potem przejechałem 500 kilometrów i nie spaliłem jeszcze połowy tego co mi ten facet wlał do baku.

Więc może jednak possible?

-

W przekonaniu, że zostałem oszukany przez cwanego Hiszpana ze stacji benzynowej, dotarłem w Pireneje.

pir01

pir02

pir03

pir04

Widok błękitnego jeziorka wciśniętego między górskie szczyty wynagrodził mi trudy hiszpańskich autostrad.

pir5

60 kilometrów później znowu znalazłem się we Francji.

-

Teraz jestem w Bordeaux. Śpię w pokoju z 13-letnim Julesem. Mam pościel z IKEI, taką samą jak u siebie w domu. Jules mocno wierzga przez sen. Na szczęście śpimy w osobnych łóżkach.

01:46, aga_jarzabowa
Link Dodaj komentarz »
18.07 ...autovia... (E)

Zacznę od tego, że cały czas zdarzają się takie chwile, kiedy nie trafiam z tym co robię w odpowiedni moment. Kiedy powinienem się zatrzymać - jadę, zamiast spać - czytam i wreszcie kiedy powinienem przysiąść się do innych ludzi - na przykład piszę. Tak też było w niedzielny wieczór na kempingu Rio Jara w Tarifie. Nie przysiadłem się do Szkotów, którzy już wcześniej zwrócili moją uwagę.

Poznałem ich dopiero następnego dnia w południe, kiedy tak jak ja wyjeżdżali z Tarify. Oni do Portugali, ja do Francji. Zdołałem zamienić kilka zdań zaglądając przez okno do ich sporego busa.

 

Zajrzeć tam przez okno, to tak jakby zajrzeć do trzypiętrowej kamienicy czynszowej w XIX wieku i zobaczyć wszystko naraz. Dziewczyna, która siedziała za kierownicą  po prawej stronie, miała rude kręcone włosy i buty do kolan. Uśmiech nie znikał jej z twarzy. Jej facet bo raczej trudno go nazwać chłopakiem, ogarniał wszystko wokół samochodu (namioty, śpiwory, garnki, zabawki, gitary). Na dwóch kanapach w głębi busa kłębiła się szóstka dzieci. Wszystkie wyglądały jakby urodziły się w tym samochodzie. Brudne gęby, upaprane w czekoladzie i piachu, gile wiszące u nosa a jednocześnie czujnie i ciekawe spojrzenia. Wszystkie dzieci urodziła dziewczyna za kierownicą. Jedno po drugim, przez 9 lat, co 18 miesięcy. Najmłodsze dopiero nauczyło się chodzić. I love children - powiedziała. Nie miałem co do tego wątpliwości.

 

Ucałowałem się z nimi na pożegnanie. Chciałbym ich jeszcze kiedyś spotkać ale obawiam się, że to się może nie udać. Nie zapamiętałem imion, miasta z którego przyjechali i nie zrobiłem żadnego zdjęcia.

 

Jedyny obraz jaki utrwaliłem mam w głowie.


-


O 13.00 ruszyłem w kierunku Bordeaux we Francji. Z Tarify to około 1400 - 1600 kilometrów. Zależy jaką wybierze się drogę. Poniedziałek upłynął pod znakiem autostrady.


alcala1

alcala2

alcala3

 

W pewnym momencie mylnie zinterpretowałem drogowskaz -  Alcala de Los Gazules i zamiast na stację benzynową trafiłem do bardzo sympatycznego miasteczka. Tam zjadłem spóźnione śniadanie.


autovia1


Po dwunastu godzinach jazdy przez środek Hiszpanii, zasnąłem w samochodzie na parkingu pomiędzy Madrytem a Saragossą.

 


 

00:41, aga_jarzabowa
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 lipca 2011
17.07 Tarifa (E)

Tar02

Jeszcze jeden cmentarz turystyczny, tym razem Camping Tarifa.

tar03

Dwie hiszpańskie muchy.

TARIFA

tar04

tar05

tar06

tar07

tar8

Afryka.

tar9

Europa.

tar10

Czuję się jakbym dotarł do celu tej podróży, chociaż w sensie geograficznym nie zakładałem żadnego celu. Teraz jednak wydaje mi się, że tu jest naturalny finał tej wyprawy. Dalej można już tylko wracać. Tym będę się zajmował przez najbliższe dwa tygodnie.

Tarifa jest najdalej wysuniętym na południe kawałkiem Europy. Stąd już niewiele ponad 10 kilometrów do Afryki. Wystarczy wskoczyć na prom i w 35 minut znaleźć się w Tangerze. Bardzo chciałem tutaj dotrzeć, żeby z jednego kontynentu zobaczyć drugi kontynent. I tak też się stało. Siedząc na brzegu portu w Tarifie przyglądałem się Afryce i wyobrażałem sobie jej ogromną powierzchnię.

 

Cieśnina, która oddziela te dwa światy, wyznacza również granicę pomiędzy Morzem Śródziemnym i Oceanem Atlantyckim. Nigdy wcześniej nie byłem nad oceanem. Dzisiaj się w nim zanurzyłem. Jest tak słony, że aż szczypie w oczy.

 

Patrząc z Tarify na Afrykę mam wrażenie, że tutaj kończy się Europa. Mam jednak podejrzenie, że gdybym spoglądał z Tangeru na Tarifę, to mógłbym pomyśleć, że tutaj Europa się zaczyna.

 

I jak to często u mnie bywa koniec to to samo co początek.

23:43, aga_jarzabowa
Link Komentarze (1) »
16.07 Santa Pola - Almeria - Tarifa (E)

SP_01

SP02

SP03

SP04

SP05

Kempingi przypominają trochę cmentarze. Każdy ma swoją kwaterę wysypaną białymi kamyczkami i otoczoną iglakami. Zwłaszcza po zmroku mam to skojarzenie, kiedy w kwaterach palą się małe turystyczne znicze. Ja spoczywałem pod numerem 33 na cmentarzyku w Santa Pola.

ALMERIA

ALM01

ALM02

ALM03

ALM04

ALM05

250 kilometrów dalej zaczyna się królestwo warzyw i owoców. Od miejscowości Almeria przez ponad 100 kilometrów ciągną się szklarnie, czy raczej folie, w których rośnie to, co reszta Europy zjada, niezależnie od pory roku. To co w Google Maps wygląda jak białe pola, jest w istocie niezliczoną ilością foliowych "szklarni". Z bliska wygląda to biednie i strasznie. Nic tak nie szpeci tego fantastycznego krajobrazu jak tysiące hektarów folii.

droga

Bezfoliowy krajobraz. Autovia del Mediterraneo A-7.

Tarifa01

Po przejechaniu 4900 kilometrów, późnym wieczorem dotarem do Tarify, nad ocean.

20:29, aga_jarzabowa
Link Dodaj komentarz »
15.07 Pineda de Mar - Alicante - Santa Pola (E)

PdM01

PdM02

PdM03

W piątek rano obudziłem się w małej nadmorskiej miejscowości Pineda de Mar. Kemping był blisko morza. Te trzy zdjęcia pokazują trasę jaką turysta musi przebyć, żeby dotrzeć na plażę. Ogarnąłem się nieco i po 13.00 ruszyłem w kierunku Alicante.

AP7

Zatrzymałem się na stacji benzynowej. Za stacją znalazłem sporo oliwkowych drzewek. Gdybym pisał językiem biblijnym, mógłbym nazwać to miejsce ogrójcem oliwnym przy autostradzie AP-7. (Czy słowo "ogrójec" występuje kiedykolwiek poza kontekstem biblijnym?)

alicante

W Alicante zjawiłem się około 21.00. Wpadłem na moment aby odebrać kilka małych instrumentów, które pechowo utknęły w tym miejscu. Niewiele zapamiętam z tego miejsca. Na nocleg wybrałem niewielką miejscowość na morzem - Santa Pola.

20:10, aga_jarzabowa
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 lipca 2011
14.07 Avignon (FR) - Pineda de Mar (E)

Większość czwartku spędziłem w samochodzie. Ostatecznie dotarłem na kemping w miejscowości Pineda de Mar w Hiszpanii, skąd piszę te słowa. Po drodze wykąpałem się w Morzu Śródziemnym.

avignon1

avignon2

avignon3

Parking w okolicach Avignon.

MS

Wiadomo - morze. Jeszcze po francuskiej stronie. 

12:45, aga_jarzabowa
Link Dodaj komentarz »
13.07 Chalon sur Saone - Firminy - Avignon (FR)

W Chalon sur Saone urodził się Joseph Nicephore Niepce - fizyk, jeden z wynalazców fotografii.

niepce1

Tu się urodził. Mieszkał i pracował 7 kilometrów od Chalon.

niepce2

Parę metrów od tego miejsca jest teraz muzeum fotografii. Warto odwiedzić, wstęp jest za darmo. Oprócz ekspozycji stałej poświęconej fotografii i działaniom samego Niepce'a, zwykle są jeszcze wystawy czasowe. Ja załapałem się na zacny zestaw fotografii z lat 60' dokumentujący życie szwajcarskich gangów motocyklowych - Karlheinz Welnberger - Rebels. Aktualny zestaw wystaw i kilka zdjęć szwajcarskich rebeliantów z pod znaku Elvisa i Jamesa Dean'a tutaj: http://www.museeniepce.com/en/exhibitions

A na zdjęciu sporych rozmiarów kamera do robienia obrazów trójwymiarowych. Ma już ze sto lat i można w muzeum zobaczyć na jakiej zasadzie działa.

niepce foto

Przefotografowywanie zdjęć jest trochę idiotyczne ale to zdjęcie bardzo mnie urzekło. Zmieścił mi się tylko środek tego obrazu, po prawej i po lewej stronie jest jeszcze raz tyle amerykańskich żołnierzy. Nikt nikogo nie zasłania i każdej twarzy można się przyglądać z osobna.

FIRMINY

Kilka godzin później otrzymałem powaźny architektoniczny cios. Betonowy sierpowy wyprowadzał Le Corbusier.

firminy01

firminy02

firminy03

firminy04

firminy05

Kościół w Firminy zaprojektowany przez Le Corbusiera i dokończony już po jego śmierci jest niesamowitą budowlą. Jeszcze nigdy architektura nie dostarczyła mi takich wrażeń. Kościół można zwiedzać do godziny 18.00 - o czym nie wiedziałem. Zdążyłem 20 minut przed zamknięciem. Dzięki temu byłem w środku sam i zrobiłem parę zdjęć - czego nie wolno robić. Przy okazji w kościele jest 12 sekundowy naturalny pogłos. Sposób w jaki rozchodzi się w środku dźwięk, światło które wpada przez małe otwory w ścianie, surowa, betonowa konstrukcja - wszystko to robi fantastyczne wrażenie.

Niedaleko kościoła wznosi się kolejny niesamowity budynek Le Corbusiera - unite dhabitation. Pierwsza super jednostka mieszkalna powstała w Marsylii jeszcze w latach 40'. Budynek z Firminy jest ostatnią jej wersją z końca lat 60'.

unite01

Miałem zamiar wybrać się do Marsylii, żeby zobaczyć ten budynek. Ale skoro był w Firminy, to odpuściłem sobie Marsylię.

unite02

Całość wznosi się na gigantycznych betonowych podporach.

unite03

Na ścianie, przy wejściu do budynku - wbetonowane sylwetki odzwierciedlające charakterystyczną dla Le Corbusiera proporcję.

unite04

Budynek jest normalnie wykorzystywany przez mieszkańców. Jednocześnie jest zabytkiem. W windzie szkice Le Corbusiera.

unite05

Skrzynki na listy na każdym piętrze.

unite06

Korytarz. Kolorowe drzwi prowadzą do mieszkań.

unite07

Podwórko przed betonowym gigantem.

elektrownia

Noc spędziłem w samochodzie w okolicach Avignon. Po drodze trafiłem na kosmiczną elektrownię nad Rodanem.

 

11:55, aga_jarzabowa
Link Dodaj komentarz »
12.07 Chalon sur Saone (FR)

W Chalon mieszkają moi starzy znajomi - Agnieszka i JeanBatt.

chalon1

Mieszkają w starej kamienicy z końca XVIII wieku. W środku spore podwórko, na ścianie wmurowane płyty jakie zwykle spotyka się wewnątrz kominków (w każdym mieszkaniu był lub nadal jest kominek). Kiedy podjechałem pod ich dom trafiłem na sąsiadki, które rozpoznały we mnie znajomego Agnieszki. Wpuściły mnie do kamienicy i pokazały gdzie dalej iść. Potem szedłem przestawić samochód i dostałem całusy od kolejnej sąsiadki (we francji wszyscy całują się na przywitanie). Agnieszka i JeanBatt nie zamykają mieszkania (jedynie aby wejść do kamienicy trzeba znać kod do drzwi). Każdy mieszkaniec kamienicy może swobodnie wejść do środka w każdej chwili. Wszyscy się znają i są dla siebie mili.

chalon2

Po drugiej stronie ulicy równie intrygujący budynek. Zapewne równie stary ale dużo bardziej zaniedbany. Dach tego domu przypomina Agnieszce scenografię z filmów Tima Burtona.

chalon3

Tim Burton zadbał również o oświetlenie i odpowiednią pogodę. Całą noc padało. Na ulicach pusto.

emil

Emil niedługo skończy 4 lata. Sporo mówił do mnie po francusku.

11:35, aga_jarzabowa
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 lipca 2011
11.07 Thiers - Clermont-Ferrand - Chalon sur Saone (FR)

W poniedziałek po śniadaniu poszliśmy odwiedzić Henri Viallona. Henri w niedzielę wieczorem wpadł na kolację do Erica i Maryliz. Przydała się butelka wódki, którą wiozłem 2000 kilometrów. Henri jest wesoły, strasznie gadatliwy i ani przez chwilę nie robi wrażenia człowieka, który uchodzi za gwiazdę w świecie kolekcjonerów noży.

fabryka

L'usine - czyli fabryka. Henri kupił to miejsce za równowartość 3 noży które sam wytwarza. 

fabryka2

Początkowo była to całkowita ruina, którą Henri stopniowo remontuje i dostosowuje do swoich potrzeb. Niektóre miejsca jeszcze czekają na swoją kolei.

henri

Książka którą oglądamy przedstawia kolekcję noży jaką Henri wykonał na specjalne zamówienie. Przy okazji Henri tłumaczy dlaczego niektóre noże potrafią kosztować 2000 - 3000 euro.

noz

Kiedy przyszliśmy w odwiedziny, Henri właśnie kończył pracę nad tym nożem. Ostrze wykonane z damasceńskiej stali, rączka z kości słoniowej (jeśli dobrze pamiętam) a pokrowiec na którym leży nóż, ze skóry krokodyla. Całość jedyne 800 euro. Henri w ciągu roku wykonuje 20 - 25 noży. Resztę roku spędza prowadząc wykłady dotyczące metalurgii i pochodnych tematów. Zajmuje się również projektowaniem noży dla innych wykonawców.

mamut

Przy okazji udało mi się pierwszy raz w życiu zobaczyć materiały do produkcji ekskluzywnych noży. Na zdjęciu - kieł mamuta.

rafa koralowa

koralowiec

kość słoniowa

kość słoniowa

zolw

jedna z warstw skorupy żółwia

meteor

meteoryt

meteoryt2

Zaświadcza o tym specjalna metryka. Został znaleziony w Namibi w 1836 roku. Oczywiście Henri pokazał jeszcze wiele różności, niektórych nie udało mi się dobrze sfotografować (np. pisior morsa, z którego również wykonuje się podzespoły do noży). 

pokrowiec

Pokrowce wykonuje się ze skór różnych zwierząt i tu również spora kolekcja. David ogląda właśnie skórę strusia.

kawa

Na koniec pykneliśmy kawkę na tarasie fabryki. Jeśli ktoś chciałby u Henriego zamówić nóż, to musi ustawić się w długiej kolejce.

Henri Viallon

Merci Monsieur Henri.

***

Jeszcze tego samego dnia znalazłem się w zgoła odmiennych okolicznościach. Jadąc do Chalon sur Saone, podrzuciłem Davida (którego poznałem u Erica i Maryliz) do miejscowości Clermont-Ferrand. Postanowiłem w związku z tym zobaczyć katedrę zbudowaną z czarnych skał wulkanicznych.

katedra

Tyłem do nas, z uniesioną prawą ręką stoi papież Urban II. To właśnie on zapoczątkował krucjaty, kiedy w 1095 roku, w tym właśnie mieście rzucił hasło świętej wojny.

katedra2

Wypraw krzyżowych było kilka. W jednej uczestniczyły dzieci, które pod wodzą nawiedzonego pastuszka dotarły do Marsylii i licząc na to, że Morze Śródziemne się rozstąpi, chciały suchą stopą przedostać się do ziemi świętej. Morze się nie rozstąpiło. Ja również wybieram się do Marsylii ale oczywiście nie liczę na zbyt wiele.

michelin

Drugim istotnym bohaterem Clermont-Ferrand jest ludzik Michelin. Tak jak papieża Urbana II można go spotkać w pobliżu czarnej katedry. Ludzik pochodzi właśnie z Clermont i gdyby tylko wyprawy krzyżowe nadal się odbywały, to chyba właśnie Michelin zaopatrywał by je w opony.

 

Jeszcze tego samego dnia, na oponach Continental, dotarłem do Chalon sur Saone.

13:36, aga_jarzabowa
Link Dodaj komentarz »
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31